Droga na szczyt, czyli jak zostałem przewodniczącym

Dołączenie do organizacji studenckiej jest wydarzeniem, które zmieniło życie wielu działaczy. Niektórzy jednak posunęli się o krok dalej i podjęli decyzję o objęciu stanowiska przewodniczącego NZS UE Wroc. Zastanawiało mnie, jak wyglądała ich kariera w NZSie i co zadecydowało o tym, że postanowili się wspiąć na wyższe stanowiska.  

Zadałam zatem kilka pytań trzem przewodniczącym naszej organizacji: Jackowi Gołkowi (kadencja 2021/2022), Marcinowi Czyżewskiemu (kadencja 2022/2023) oraz Wojciechowi Gaikowi (kadencja 2023/2024). Podczas rozmów dowiedziałam się o doświadczeniach, wyzwaniach i inspiracjach, które towarzyszyły im w pełnieniu tej istotnej roli i utwierdziłam się w przekonaniu, że są wspaniałymi ludźmi, którzy oddali wiele swojego czasu i zaangażowania, aby reprezentować studentów i wprowadzać pozytywne zmiany. 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z NZSem? 

Jacek Gołek, przewodniczący NZS UE WROC w kadencji 2021/2022 

O NZSie dowiedziałem się jeszcze przed maturami, spotkałem się w moim rodzinnym mieście z jednym z (jak się później okazało) naszych starszych działaczy. Głównym celem spotkania było dowiedzenie się więcej o tym, jak wygląda logistyka na UE, bo był to kierunek, na który aplikowałem. Całe spotkanie trwało około półtorej godziny, z czego jedynie pół godziny rozmawialiśmy o logistyce, a pozostałą godzinę poświęciliśmy stricte na NZS. To, co najbardziej do mnie trafiło, to jego opowieść o grupie ludzi, której chce się robić coś więcej, niż samo studiowanie. To było dla mnie mocno inspirujące, bo w liceum nie miałem zbyt zgranej klasy, natomiast tu można robić super projekty i dodatkowo poznać ludzi z całej Polski, z różnych roczników, kierunków, z różnorodnymi pasjami. Uważam siebie za osobę społeczną i bardzo zależało mi na poznaniu nowych ludzi i zdrowej wymianie doświadczenia. Dlatego też, moim głównym celem było dołączenie do NZSu już na pierwszym semestrze studiów, co też zrobiłem. 

Marcin Czyżewski, przewodniczący NZS UE WROC w kadencji 2022/2023 

Moja przygoda z NZSem nie należy do “typowych”, ponieważ sam do końca nie myślałem o tym, żeby dołączyć do tej organizacji. Gdy zacząłem studia i byłem na pierwszym roku miałem dwójkę znajomych, którzy już należeli do NZSu i dość często opowiadali mi, jak wygląda praca w tej organizacji. Pod koniec pierwszego roku zacząłem czuć, że trochę nudzę się na studiach, bo moja grupa kierunkowa nie była zbyt zorganizowana, a wszystkie interakcje odbywały się bardziej w trakcie zajęć, a nie poza nimi. Doszedłem do wniosku, że nie wykorzystuję w pełni tego, że jestem na studiach, chciałem odkrywać nowe rzeczy, więc stwierdziłem, że chcę dołączyć do jakiejś organizacji studenckiej. Dlaczego NZS? Nie mam pojęcia. Pamiętam jedynie, że przechodząc przez kampus uniwersytetu zauważyłem baner NZSu i poprosiłem swoją znajomą, żeby zrobiła mi przy nim zdjęcie, mówiąc przy tym, że “będę tu niedługo należał”. Później odbywała się rekrutacja, napisałem aplikację, poszedłem na rozmowy kwalifikacyjne, byłem bardzo podekscytowany po tych etapach, bo była to moja pierwsza tego rodzaju rekrutacja. Do tego stopnia nie mogłem się doczekać telefonu z decyzją o tym, czy zostałem przyjęty, że usnąłem z telefonem w ręce. 

Wojciech Gaik, przewodniczący NZS UE WROC w kadencji 2023/2024 

Moja przygoda zaczęła się całkiem ciekawie. Dołączyłem do NZS’u na pierwszym roku – obrałem sobie za cel gdzieś dołączyć, żeby robić coś jeszcze poza studiami. Długo poszukiwałem informacji o tym, jakie są organizacje studenckie na naszej uczelni. Zawsze lubiłem historię i zapamiętałem z niej, że istnieje coś takiego jak NZS, że powstał w okresie trwania w Polsce tzw. „komuny”, jako pewien rodzaj studenckiej Solidarności. Poczytałem więcej o projektach takich jak Wampiriada i Drogowskazy Kariery i stwierdziłem, że dołączenie tu  będzie dobrym dodatkiem do studiów, dokładnie tym, czego szukałem. Udało mi się dostać, jednak nie byłem bardzo zaangażowany od samego początku – byłem co prawda w trzech projektach, ale nie czułem, że rzeczywiście jestem członkiem tej organizacji. Zmieniła to moja pierwsza gala, rok po dołączeniu. Wtedy poczułem, że tak naprawdę to studia zaczęły być dodatkiem do NZS’u. Co prawda dołączyłem w najcięższym okresie, bo podczas pandemii, gdy tak naprawdę studenckie życie wymierało, ale codziennie łączyliśmy się na kamerkach i wspólnie spędzaliśmy czas. Można powiedzieć, że dołączyłem tu przez przypadek, jednak niczego nie żałuję. 

Kiedy zdałeś sobie sprawę, że chciałbyś zostać przewodniczącym tej organizacji? 

Jacek Gołek

Zaczynając od początku – przed objęciem stanowiska przewodniczącego sprawowałem funkcję Członka Zarządu do spraw Wizerunku i Promocji. W komisji WiP działałem, odkąd tylko dołączyłem do organizacji, czułem się w niej od zawsze najlepiej. Jeżeli chodzi o funkcję w zarządzie – dzięki niej mogłem wprowadzić wiele innowacyjnych i kreatywnych pomysłów do komisji i – choć panowała wtedy pandemia – udało zrealizować się kilka najważniejszych celów, z czego głównym było to, aby każdy WiP był w stanie stworzyć najprostszą grafikę. Z tym był od zawsze dość spory problem u nas, dlatego postanowiłem przeprowadzić kilka szkoleń dedykowanych obsłudze canvy. W trakcie kadencji, otrzymałem propozycję objęcia stanowiska przewodniczącego. Nie ukrywam, długo zastanawiałem się czy kandydować, ale po wielu rozmowach i długim czasie namysłu zdałem sobie sprawę, że taka okazja może się już nie powtórzyć. W tamtym okresie działałem już trzy lata w organizacji, która dała mi naprawdę wiele w życiu, przez co czułem taką wewnętrzną potrzebę “odwdzięczenia się” organizacji.  Myślę, że bycie przewodniczącym i realizacja większych planów związanych z tym stanowiskiem to była najlepsza forma okazania tej wdzięczności np. za mojej kadencji powołana została Sekcja Humanitarno Społeczna – grupa, w której każdy działacz mógł zrealizować dowolną akcję dobroczynną. 

Marcin Czyżewski

Po tym, jak podczas Wampiriady w 2020 roku byłem wicekoordynatorem do spraw Human Resources zacząłem myśleć nad zostaniem członkiem zarządu do spraw HR. Później jedynie utwierdzałem się w tym pomyśle, gdy organizowałem różnego rodzaju integracje dla działaczy, a także gdy po raz pierwszy zostałem mentorem. Pewnego wieczoru rozmawiałem z dwójką znajomych – też działaczy NZSu – i pamiętam, że powiedziałem im jedno zdanie – “Wszyscy jesteśmy wdzięczni za to, co nam dała ta organizacja, więc dlaczego jej nie tworzyć?”. Po tamtej rozmowie wspólnie podjęliśmy decyzję, że wszyscy dołączymy do zarządu na różne stanowiska. Od samego początku swojej kadencji jako HR myślałem o tym, żeby w przyszłości spróbować swoich sił jako przewodniczący. W okolicach stycznia 2022 poprzedni przewodniczący zapytał mnie, czy nie chciałbym być jego następcą i po tej rozmowie byłem zmotywowany do zaaplikowania na to stanowisko. Przez całą swoją kadencję jako HR uczyłem się tego, aby nie podejmować pochopnych decyzji, aby podchodzić na chłodno do tematu, wysłuchać różnych perspektyw i obiecałem sobie, że chciałbym w przyszłości też być takim przewodniczącym. Zawsze też widziałem autorytet w poprzednim przewodniczącym, słuchałem każdej rady, jakiej udzielał, nie wykłócałem się, gdy mówił, że coś nie jest dobrym pomysłem, bo wiedziałem, że jego zdanie jest bardzo wartościowe, ponieważ opiera się ono na wieloletnim doświadczeniu. Chciałem się na nim wzorować w kwestiach organizacji zarządu, podejmowania decyzji i kontynuować jego podejście do NZSu.

Wojciech Gaik 

Na początku nie miałem tego w planach, myślałem, że po zarządzie zrobię sobie parę projektów jako już zwykły działacz. Jednak zapamiętam do dziś, jak podszedł do mnie były przewodniczący i zapytał mnie, czy nie chciałbym zastąpić go na tym stanowisku. Na początku nie byłem przekonany, więc poprosiłem o 2 dni na podjęcie decyzji. Następnego dnia odbywało się szkolenie projektu GrafIT, na które poszedłem. Rozmawiałem podczas niego z innymi NZSiakami i doszedłem do wniosku, że to jest wspaniała grupa osób i chciałbym mieć z nimi jak najlepszy kontakt, a nie da się mieć lepszego kontaktu niż poprzez bycie przewodniczącym, który jest ciągle przy tych ludziach, wspiera ich. Stwierdziłem, że nie chcę zmieniać tego, gdzie jestem, że chcę jeszcze chwilę pobyć w zarządzie i dalej się w nim rozwijać. Po konsultacji z wieloma osobami – między innymi z moim tatą, który powiedział “lepiej żałować tego, że coś zrobiłeś niż tego, że czegoś nie zrobiłeś” – podjąłem decyzję, że zaaplikuję na pozycję przewodniczącego NZS. 

Jakie były największe trudności i jak sobie z nimi radziłeś?

Jacek Gołek 

Z pewnością dużym problemem było łączenie studiów dziennych, pracy na ¾ etatu i bycie przewodniczącym organizacji studenckiej, która też jest tak naprawdę pracą na pół, a czasami nawet cały etat. Natomiast największym wyzwaniem, z którym przyszło nam się zmierzyć jako zarząd, było przywrócenie działalności stacjonarnej po pandemii. Nie mieliśmy niestety możliwości organizowania zebrań stacjonarnych na kampusie uczelni, dlatego musieliśmy zorganizować inne miejsce, w którym mogliśmy się spotykać większą grupą na żywo. Szczególnie w pamięci zapadło mi jedno z naszych zebrań ogólnych na sali, gdzie pomimo małej przestrzeni przybyło bardzo dużo działaczy – szczególnie dużo nowych. Patrząc na to jak niektórzy działacze mieli okazję pierwszy raz poznać i zintegrować się z resztą członków powodowało, że rosło nam serce, bo rzadko mieliśmy możliwość widywania się stacjonarnie i to właśnie ten widok powodował, że nabierało się chęci do działań. Praca zarządu często dzieje się w kuluarach, rzadko widać te działania, co też powodowało spadek motywacji nawet samego zarządu – dlatego uważam, że te spotkania dawały duży zastrzyk motywacji. Pandemia spowodowała, iż duża część działaczy dołączyła do NZSu online i musieliśmy w odpowiedni sposób przekazać im, jak się działa stacjonarnie, pokazać, jak wygląda na przykład realizacja standów promujących czy też wszystkie zebrania stacjonarne projektów. Uważam, że na tamten okres i możliwości jakie mieliśmy, poradziliśmy sobie bardzo dobrze. 

Marcin Czyżewski 

Myślę, że każdy przewodniczący na początku spotyka się z takim zjawiskiem, że teoretycznie podczas WZC obejmuje to stanowisko, ale nie do końca jeszcze jest tym przewodniczącym. Z dnia na dzień, ze “zwykłego” członka, stałem się osobą na pewnym stanowisku i pomimo tego, że do mnie to powoli zaczęło docierać, nie wszyscy członkowie to od samego początku zrozumieli. Zawsze uważałem, że “przewodniczącym zostaje się wtedy, kiedy trzeba podjąć pierwsze, znaczące decyzje w jakiejś konkretnej sprawie i ludzie to zauważą”. W moim przypadku było dość sporo takich sytuacji. Pojawiały się problemy finansowe, z którymi musieliśmy walczyć, żebyśmy mogli dalej funkcjonować jako organizacja i przetrwać przez najbliższe lata. Dość często też spotykaliśmy się z problemami na tle PR-owym, gdzie musieliśmy dbać o dobry wizerunek naszej organizacji. Kolejną trudnością, z którą zmaga się każdy na tym stanowisku, jest wyrobienie autorytetu wobec zarządu. Organizacje studenckie działają non-profit, co też uważam, że może utrudniać ten proces. Dodatkowo myślę, że ważne było też nauczenie się tego, żeby ochłonąć przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji, zawsze zachowywać zimną krew i wiedzieć kiedy się troszeczkę odsunąć i dać sobie odpocząć od tego nadmiaru informacji.

Wojciech Gaik

Jak na razie, największą trudnością było podjęcie decyzji o zaaplikowaniu na pozycję przewodniczącego. Jednak patrząc na te trudności, które zaczęły się pojawiać jak już nim zostałem, to to, że zdarza mi się patrzeć na obecny zarząd przez pryzmat tego, jak wyglądała praca w poprzednim. Na samym początku dość często mi się to zdarzało, jednak teraz już bardzo sporadycznie, ponieważ dostrzegłem, że to są całkowicie inni ludzie, co uważam, że może sporo dać organizacji, ponieważ będą mogli pokazać całkiem nowe spojrzenie na wiele aspektów. Poza tym, często obawiam się tego, że ludzie zaczną dostrzegać mnie jedynie jako “Przewodniczącego”, a nie jako “Wojtka”, że nie będą na mnie patrzeć jak na osobę, tylko przez pryzmat sprawowanej przeze mnie funkcji, czego bardzo bym nie chciał. Jak z tym walczę? Staram się być sobą, pokazać, że dalej jestem tą samą osobą, jaką znali wcześniej, a objęcie tego stanowiska nie spowodowało, że “umarł Wojtuś, narodził się Przewodniczący Wojciech”. 

Najważniejsze rzeczy, które wyniosłeś z bycia przewodniczącym?

Jacek Gołek

Przede wszystkim dużo lekcji, pokorę, ale też masę nowych umiejętności. Funkcja przewodniczącego wiąże się też z reprezentacją danej Organizacji Uczelnianej na arenie krajowej, więc w grę tutaj wchodziły wszystkie Zjazdy Komisji Krajowej, które dały początek wielu nowym znajomościom i poszerzyła się przy okazji moja sieć kontaktów. Nabyłem też wiele nowych przyjaźni, zarówno na arenie krajowej, ale przede wszystkim wewnątrz naszej organizacji uczelnianej, szczególnie w zarządzie – za co jestem najbardziej wdzięczny. 

Marcin Czyżewski

Przede wszystkim myślę, że dystans do siebie i umiejętność podejmowania cięższych decyzji, ale też prywatnie – nauczyłem się sporządzać plany strategiczne, o wiele lepiej mi wychodzi planowanie różnych rzeczy, a przez to, że musiałem łączyć studia ze stanowiskiem przewodniczącego, kluczowa była dla mnie dobra organizacja własnego czasu, żeby móc też znaleźć czas wolny. Rozwinęły się też moje umiejętności interpersonalne i myślę, że lepiej wychodzi mi zrozumienie współrozmówców, a także podejścia innych do niektórych sytuacji. Nauczyłem się też zarządzać większą grupą ludzi, bo jako HR miałem “pod sobą” około 40 osób, a będąc przewodniczącym już 120, co jest dość sporym przeskokiem. 

Wojciech Gaik

Tak szczerze, to jeżeli coś wyniosłem, to nie jestem w stanie tego powiedzieć po dwóch miesiącach sprawowania tej funkcji. Wiele zmieniło się w moim życiu, coraz rzadziej podejmuję pochopne decyzje. Zdecydowanie nauczyło mnie to patrzenia najpierw na konsekwencje moich decyzji, aby następnie nic nie odbijało się negatywnie na działaniach organizacji oraz na ludziach, którzy ją tworzą. Na pewno też bardziej zacząłem zwracać uwagę na to, aby wszystkich wysłuchać, ponieważ wiadomo – różni ludzie mają różne spojrzenie na daną sytuację. Myślę też, że bycie przewodniczącym uczy mnie priorytetyzacji – jestem w stanie powiedzieć, którą decyzję muszę podjąć w danym momencie, a która może chwilę poczekać lub potrzebuje większego przemyślenia. Uważam, że jeszcze wiele mnie ta pozycja nauczy, a jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie i uda mi się zakończyć tą kadencję, będę zdecydowanie bardziej “ogarnięty życiowo”. 

Jakie cechy pomagają na tym stanowisku? 

Jacek Gołek

Otwartość, stanowczość i elastyczność to moim zdaniem są trzy główne cechy, które łączą się ze sobą. Poza tym, jest jeszcze wiele innych rzeczy, na które uważam, że trzeba zwracać uwagę, takie jak zdrowa komunikacja – mówiąc “zdrowa” mam na myśli, że powinniśmy zawczasu wyjaśniać sobie wszelkie nieporozumienia, a nie trzymać tych negatywnych emocji w sobie. Często rozmowa może naprawdę wiele dać i podczas wspólnego działania w organizacji trzeba szczerze podchodzić do wielu aspektów, bo jesteśmy tylko ludźmi. Inna kwestia jest taka, że funkcja przewodniczącego wiąże się z byciem swego rodzaju strażakiem i gaszeniem pożarów – jak już się coś pali, to trzeba szybko reagować, bo jak raz pominiemy małą iskrę, to może powstać wielki pożar. Na tym stanowisku trzeba być bardzo czujnym. Myślę, że też kluczowe jest, aby zdać sobie sprawę z tego, że to jest tylko i aż organizacja studencka – jest to miejsce, w którym możemy popełniać błędy. Wiadomo, każdy chce ich unikać, ale musimy zdać sobie z tego sprawę, że nic się nie stanie jak do nich dojdzie – lepiej popełniać je w tym miejscu, niż w pracy, gdzie kreujemy sobie karierę zawodową. 

Marcin Czyżewski 

Myślę, że najważniejszymi cechami na tym stanowisku są cierpliwość, doświadczenie zdobywane latami oraz trochę dystansu do siebie. Ważna jest też systematyczność, żeby ciągle myśleć o tym, że w każdej chwili może pojawić się coś niespodziewanego i trzeba będzie to ogarnąć. Na pewno rolę przewodniczącego powinien pełnić człowiek otwarty i, który dokładnie analizuje każdą decyzję, zanim ją podejmie, ale też jest w stanie czasami podjąć ryzyko. Kluczowe jest też, żeby słuchać siebie i być w stanie zaufać swoim przekonaniom i decyzjom, a także uważam, że trzeba pamiętać, żeby nigdy nie przestawać być sobą oraz zawsze być zaangażowanym i zmotywowanym do realizacji swoich celów, a nie pozostawiać je marzeniami.

Wojciech Gaik

Myślę, że najważniejszą cechą, która pomaga na tym stanowisku, jest oczywiście empatia. Wychodzę z takiego założenia, że przewodniczący jest liderem, który nie mówi co konkretnie trzeba robić, tylko nadaje kierunek, a zarząd pomaga w realizacji wspólnie ustalonej wizji i czuwa, aby wszystko działało. Dlaczego ważna jest przy tym empatia? Osobiście mam większy szacunek do osoby, która jest w stanie przyznać się do popełnionego przez nią błędu, niż do tej “nieomylnej”. Stąd też mogę powiedzieć, że na tym stanowisku, jak i ogólnie w życiu, bardzo ważne jest zrozumienie drugiej osoby, tego co ona myśli i czuje. Jako przewodniczący zarządzam około stuosobową grupą ludzi i wychodzę z założenia, że zarządzanie nie jest kwestią maksymalizacji, a optymalizacji, więc chciałbym zoptymalizować interesy wszystkich działaczy. Poza ww. cechami, myślę, że niezwykle ważne są też spokój, wytrwałość i dostępność dla innych ludzi, gdy będą potrzebowali wyjść, porozmawiać czy powiedzieć, co im leży na sercu. 

Zostanie przewodniczącym Niezależnego Zrzeszenia Studentów to ogromne wyzwanie, ale jednocześnie niezwykła przygoda, która może zmienić życie studenckie w niesamowity sposób. To stanowisko daje możliwość nie tylko reprezentowania działaczy, ale także wpływania na ich dobro i sprawy, które mają dla nich znaczenie. Bycie przewodniczącym wymaga dużego zaangażowania, umiejętności zarządzania i zdolności do współpracy z różnymi grupami ludzi. To nie jedynie możliwość zdobycia cennego doświadczenia, ale również szansa na rozwijanie się, realizowanie swoich pasji i tworzenie pozytywnych zmian. To przygoda, która na pewno zostawi trwały ślad w życiu studenckim i otworzy drzwi do nowych możliwości w przyszłości. 

Dziękuję naszym przewodniczącym za podzielenie się z nami swoimi historiami.

Autorstwa Kingi Sikory